niedziela, 20 kwietnia 2014

Let's celebrate!

18. 04. 2014

Cześć wszystkim : ).
Tak mi się od paru dni nuci nieco weselszą piosenkę Happysadu, zapraszam do posłuchania w czasie czytania ; ).

Za oknem nieubłagana pora roku na W a ja przypomniałam sobie, że zeszłoroczną Wielkanoc spędzałam w Tatrach na Snowboardzie, na świętej górze pielgrzymek wszystkich ceprów, czyli na Kasprowym^^. Było paskudnie zimno i mgliście, ale to było to! Z wielkanocnych wrażeń warta wspomnienia była moda na zające ze śniegu, wyrastające na każdym podwórku. Bo wiecie - w Zakopanem sprawdza się doskonale teoria falowa Johannesa Schmidta - jedna innowacja ogarnia wszystkie podwórka wokół i im dalej od Zakopanego, tym nowość jest gorzej rozpowszechniona*. Tego lata na przykład innowacją był batut do skakania. Ludzie, to było dosłownie wszędzie - większe, mniejsze, malutkie, średnie i wręcz cyrkowe. Fenomenem zakopiańskich batutów było to, że prawie nigdy nikt na nich nie skakał^^. Mówię: prawie, bo mój kumpel, lat 23, robił to regularnie z przyczepionymi do butów tekturowymi nartami (zapalony narciarz, ćwiczył skoki i inne salta). Równie regularnie swojego batuta zarywał i z równym uporem naprawiał metodami domowymi. 
Co jeszcze przychodzi mi na myśl z zeszłego roku, to cukiernia Orawskie Ciacho i ich hektary ciasta, jeszcze w żadnej cukierni nie ukroili mi tak ogromnego kawała szarlotki ;]. Informacją uzupełniającą jest to, że byliśmy tam z ciocią i ojcem w Wielki Piątek, przed którym księża zawsze ostrzegają "trzy posiłki; raz do syta i dwa małe". Pochłaniając zdecydowanie antypostną strawę i zapijając antypostną kawą z tłustym mlekiem 3,2% byliśmy gromieni przez twardo poszczącą ciotkę xD.
Ach, świetna jest wielkanocna msza góralska; do kościoła przychodzą nie tylko starowinki w kwiecistych chustach, ale całkiem młode małżeństwa w kierpcach i tradycyjnych strojach... Serio, patrzeć na taki wzorzysty tłum jest czymś niesamowitym!
No ta, super. To sobie zrobiłam chrapkę na góry i Zakopane... Całkiem to było niedawno, wiecie? Popołudniowe słońce przypomina mi trochę popołudnie na wąskich ścieżkach grani Tatr Zachodnich... To tatrzańskie, o którym myślę, jest jednak późniejsze, bardziej pomarańczowe i pachnie rozgrzaną trawą... 
<chlast> Back to reality, Skurska! 
Alaae, ach, mam jeszcze jedną historię. Skurska, lat 10 idzie wraz z rodzicami z koszyczkiem do kościoła. Po poświęceniu tzw. jajeczek, robiliśmy sobie zdjęcia na Stawach Jana. Ciepło, słońce, obiektyw i jakże rodzinna atmosfera (jakie to dziwne, jak sobie teraz wspominam; jeśli chodzi o rodzinę, to były czasy "kompletne", a nie "patchworkowe", jak teraz). Ustawiałyśmy się z mamą do zdjęcia, tata ustawiał aparat. Nagle słyszę takie wściekłe PASZOŁ WON! ojca, następnie widzę go biegnącego za goldenem retrieverem, tryumfalnie dzierżącym nasz koszyk ze święconką w pysku xD. Matka stała chwilę jak wryta, a potem zaczęła zanosić się ze śmiechu, ku jeszcze większej wściekłości ojca, traktującego sprawę koszyk-gate bardzo poważnie ;]. Powiem Wam, że dobra akcja, chociaż szkoda było i koszyczka i święconki^^.


19. 04. 2014

Od wczoraj robiłam ciasto o chujowo niefortunnej nazwie, jaką jest mazurek^^. You know what I mean. Pozazdrościłam Śliwie, bo to w sumie dobre ciasto. U nas w rodzinie zawsze w wersji kajmakowej. Gadałam wczoraj z babcią, opowiedziałam jej, co piekę i poskarżyłam się, że chciałam zrobić jeszcze babę, ale że chyba poprzestanę na mazurku... w tym momencie babcia zaśmiała się "A niech cię ręka boska broni, nie rób już nic, bo nie wiem, ile będziemy jeść ciasta. Zrobiłam makowca, ciocia sernik, będą dwie baby, mój mazurek i twój.". Welcome in paradise ;D! 
A teraz akapit z dupy - nasza kultura jest kulturą wizualną, prawda? Nic, tylko byśmy oglądali jakieś obrazki i dzielili się zdjęciami (najbardziej śmieszą mnie sesje modowych "faszionistek", pokazujących pięćdziesiąt takich samych ujęć ręki obwieszonej biżuterią, różniących się tylko finezyjnymi odgięciami palców) i stało się to już czymś w rodzaju imperatywu. Stwierdziłam zatem, iż uatrakcyjnię posta małą relacją z pieczenia ciasta. Nie bójcie się, kadrów jest tylko kilka a moja gęba występuje w nich jedynie raz, głównym bohaterem jest tu ciacho ;]. Przepis, jasna sprawa, z mojewypieki.com.


Mleko w puszce - gotowałam bite 2,5h ale efekt powala - czysta krówka : )


I tu już wspaniały kajmaczek w całej okazałości blachy

 

















20. 04. 2014

Wszystkiego dobrego na Święta, kochani ; ).
Śniadanie wielkanocne jest bezsensem, jak Boga kocham. Chociaż zależy, jak się do niego podejdzie. Babcia, u której byliśmy na "śniadaniu" zastawiła stół, jak ma w zwyczaju, dla co najmniej dziesiątki osób; żurek w chlebie z Lidla, pasztet, wędlina, sałatka z brokułem, tradycyjna PRL-owska sałatka z gotowanych warzyw z majonezem i groszkiem, buraczki chrzanowe, jaja zwykłe, jaja z farszem z pieczarek^^.Potem ciasta, których sobie zdecydowanie nie odmawiałam ;p. By the way - mój mazurek jest cudowny, gorąco polecam przepis ; ). Babcia nigdy nie dowierza nam, że nie jesteśmy głodni, więc przygotowała jeszcze obiad - kaczkę z jabłkami i potrawkę z indyka. No wspaniale, a gdzie w tym wszystkim jest głowa? Dlatego właśnie optuję za obiadem wielkanocnym, siedzenie przy stole nie wydłuża się na cały Boży dzień. Taki plus tego śniadanio-obiadu, że święto czy nie święto, nie mamy skrupułów, żeby otworzyć wino, albo też wina, zatem obciążony system trawienny uzyskał niezbędny support^^. Aczkolwiek niczego sobie nie żałowałam, serwując sobie później deszczowy spacer i świątecznego killera^^.
Korespondując z wypowiedziami Malwiny - nie wiem, czy lubię czy nie lubię Wielkanocy, jako świąt rodzinnych... Bo wiadomo - w kościele to najważniejsze święto w roku, nie ma donioślejszego. Jeśli mam być szczera, to wszystkie święta już dawno się dla mnie "odświęciły", nawet Boże Narodzenie, które żyje totalnie własnym życiem, odrębnym od kościoła. 
Czasem dochodziłam do smutnej konstatacji, bo najlepiej świętuje mi się z naszymi Góralami, czy to święta czy czyjeś imieniny... Naprawdę czuje się, że rodzina jest zgrana i zwyczajnie lubi spędzać ze sobą czas, zawsze ma o czym podyskutować... I jeśli jesteśmy akurat w górach, nas też traktują jak rodzinę. Na stole stoi chleb typu bułka paryska, trochę wędliny, sera żółtego, skrojony pomidor i masło-niemasło marki Delma, ale człowiek czuje się po prostu dobrze i na miejscu i zawsze myślę sobie, że właśnie TO jest spełnieniem najpopularniejszych życzeń o chwilach spędzonych z bliskimi.
Ech.
Kocham swoich familiantów, oczywiście. Ale jednak średnio możemy się dogadać, co wychodzi na rodzinnych posiadówach. <plum> czar prysł.

A teraz będzie coś nieświątecznego. Ostatnio Maciej wypowiedział na głos moje osobiste przemyślenia; do niedawna nie bardzo wiedziałam, kim jest profesor Bocheński. Coś tam obiło mi się o uszy, ale żeby tak  połączyć nazwisko, żywą postać, katedrę... a dejta spokój! Teraz z kolei mam wrażenie, że niebawem otworzę lodówkę, a tam będzie Bocheński; zajęcia, wykład, spotkania autorami, wykłady w Niebostanie, warsztaty literackie, a wszystko sygnowane jednym nazwiskiem ;p. Plakaty ALPa nawet wizerunkiem bochenka chleba ;p. A z tą lodówką to nawet nie jest bardzo zabawne, bo moja mama czasem kupuje gotowe surówki i jest coś takiego jak "surówka bocheńska", jak babcię kocham! Zrobię Wam foto, jak tylko pojawi się u mnie w lodówce, na razie rządzą tam jaja, pasztety i inne specyjały.
A co do warsztatów literackich - chcę wziąć w nich udział, ale temat jest jak najdalszy od moich zapatrywań na życie, że użyję porównań geograficznych - jest odległy jak Kamczatka i niezdobyty niczym zimowy K2. Tematem jest >>>afirmacja<<<. 
Taaa. 
Ale od czego jest kreatywność.
  
Dobra, to chyba wszystko, nie za dużo, trochę kulinarnie, trochę osobiście. Trzymajcie się ciepło i spędźcie sobie czas jak tylko umiecie najlepiej i odpocznijcie od wszystkiego co szare i przyziemne. 
Buźka ;* 

*przywołana tu teoria falowa, zaczerpnięta z wykładu gramatyki historycznej z elementami scs-u jest tylko luźną interpretacją, służącą mi do stworzenia analogii. Nie bierzcie jej bardzo serio, proszę ; ). 


21. 04. 2014

Hej, miałam zakończyć notkę, ale muszę wypisać moje zdenerwowanie; mój tata, lat 50, ma się ostatnio za nie lada rebela i człowieka zdecydowanie opierającego się mainstreamowi, każdej tradycji i każdemu przejawowi tego, co powszechne. Fajnie. Ja też nie lubię tego "co wszyscy" i tego co "się powinno", nie cierpię wręcz. Lecz jest granica nieprzekraczalna, jaką są ludzie, na których nam zależy, albo teoretycznie zależy. Obiad u babci był umówiony o 14. Godzina 13.15 sms od ojca: będę na 15, nie czekajcie na mnie. Zajebiście. Asia wyjechała do Kościerzyny, więc od kilku dni jest sam, nie ma żadnych zobowiązań, sam ustala sobie czas. Przed południem wyszedł sobie na rower - proszę bardzo, ale do cholery, można wyjść wcześniej, żeby się nie spóźnić, tak?! Powiedziałam mu, że znów leci sobie w kulki, bo to nie pierwszy raz, jak tak robi, on "no to co, że się godzinę spóźniłem, powiedziałem, żebyście nie czekali". Nie no, fantastycznie. Nie widzieliśmy się jakieś dwa tygodnie, ale przy stole musiał gapić się w telewizor na arcyambitny sport, jakim jest snooker a potem skrytykował mnie, że chcę pracować w kawiarni, bo "przecież nie muszę pracować" (tak, alimenty już dawno z 800 zjechały do 600zł bo w pracy wiedzie mu się kiepsko) a poza tym to co to za praca, trzeba się szanować^^. Kurwa, jak słyszę takie coś, to aż mnie mrozi. Bo w każdym wydawnictwie przyjmą mnie, dziewczynę z prawie-licencjatem z otwartymi rękami, każda gazeta będzie się o mnie biła, a każde biuro graficzne wyśle delegację z zaproszeniem i powitalnym tortem ze stripteaserem w środku! Tak, mój tata buntownik z wyboru i chuligan wolności, wiecznie narzekający na stan swojego konta i mówiący jak to mu się w życiu nie układa. Nie chce mi się z nim gadać, nie chce mi się spierać na tematy, na które już dawno wyrobił sobie zdanie i nie odejdzie od niego nawet o pieprzony centymetr. 
Ok, wypisałam się. Ojcowie to ciężki temat^^. 

1 komentarz:

  1. Święta, święta i po....NARESZCIE. Cieszę się, że skończy się to sprzątanie, gotowanie, jedzenie....Ale nie cieszę się, bo parę dni wolnego minęło jak z bicza strzelił. I oczywiście nic konkretnego nawet nie zdążyłam zrobić i mam trochę poczucie straconego czasu ;)
    Notka jak zwykle wyśmienita! :) Tak trzymaj :*

    OdpowiedzUsuń