Muzyczka do tego fragmentu :
Wiecie co, nie wiem co to jest, ale (jak to z Paulą czasem rezolutnie stwierdzamy) - nie jest. Po pijaku, np. teraz (2.40), zawsze włącza się "sentymental". Fuck.
Nienawidzę wracać autobusem nocnym En Trzy, bo moja setlista wygląda mniej więcej tak: I see fire, My immortal, Snow, Sto tysięcy jednakowych miast, Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków, 0 Rh+... i rozmyślania połączone z rozpamiętywaniem, użalaniem się nad sobą i nadawaniem światu wyrafinowanych epitetów. Aaaa, fuck.
Może powrócę do pisania jakieś dwanaście godzin później, aby mieć trochę inne podejście do życia, bo myślę, że godzina nie sprzyja. Zdecydowanie nie sprzyja.
...ale tak żeby już więcej ani razu, żeby już więcej za nic!
I dwa utwory, które kojarzą mi się z następnymi akapitami:
Ok, jest nawet więcej niż dwanaście godzin później (19.30). Mam do Was jedno podstawowe pytanie:
Kochacie siebie na wiosnę?
bo ja nie
Cholera, okropnie nie lubię wiosny. Wiem, że jestem w tej kategorii zdecydowanie osamotniona (chociaż niektórym już któryś rok z kolei wyrzekam na tę niewdzięczną porę roku, także nowością nie błyszczę), w końcu ile zwierzątek budzi się do życia! Słoneczko prześwieca przez chmurki, ptaszki szwargocą za oknem rankiem i wieczorem, kwiatki wzrastają i rozkwitają i w ogóle jest tak milusio - organizm wytwarza witaminę D, dziewczyny wyciągają krótkie spódniczki i zaczynają częściej golić nogi a faceci... w sumie nie wiem, co faceci.
A mnie, jak zwykle, wszystko wyśpiewuje Rogucki - Pierwszy podmuch wiosny budzi lęk...
Ale tak serio - pierwsze naprawdę ciepłe i słoneczne dni (cholerne dzisiaj) są jakieś niepokojące; przypominają mi, że należałoby zrobić coś konkretnego ze swoich życiem, poważnie je przemyśleć... Wszystko się rozkurcza, rozpręża z siebie, wychodzi z form, a słońce - korzystając z analizy Becketta z dr Ignaczak - słońce w swojej świeżej odsłonie jest jak goła żarówka wisząca w sali przesłuchań - wciąż tylko pyta i żąda szybkich odpowiedzi, a ja jeszcze nie potrafię ich udzielić. Przeraża mnie to, swoją drogą. Poza tym nadmiary słońca po zimie otępiają, czuję się, ciężka i przydymiona, jakbym cały dzień spędziła w górach pod niebem typu "żyleta".
Poza tym oprócz ptaszków, grzybków i innych stworzonek do życia budzą się też komary, z którymi co roku toczę batalię o spokojny sen^^. Zakup na wiosnę: moskitiera. Hmm, to kolejny powód, dla którego zdecydowanie wyprowadzam się kiedyś w góry - tam nie ma żadnych chrzanionych komarów ;]. Ani ogromnych zielonych świerszczy, które chyba upodobały sobie wiejską część Łodzi Chojny^^.
Z okazji nadejścia wiosny kupiłam w lumpie kieckę. W kwiaty. Czarną ;].
wiosna jasna
jak cholera
działa na mnie
katrupiąco*
Dobrze, że chociaż Miron mnie rozumie^^.
Teraz coś o akcji - motywacji, started by Malwka : ). Plan wydaje się prosty - organizacja dnia, jako podstawa uporządkowanej, codziennej egzystencji. Czytałam już o tym kiedyś. Nawet próbowałam wcielać w życie, ze skutkiem oczywiście marnym. Ale teraz spróbuję jeszcze raz.
Jutro rano trzeba by ogarnąć pokój, przynajmniej jego najbardziej zewnętrzną powłokę. Z powłoki kurzu i papierów. Potem może rozdział czegoś lekturowego i długo wyczekiwany wypad do lumpa. Resztę dnia (o ile mojej rodzicielce nie przypomni się o jakimś naglącym zadaniu z zakresu prac domowych) chcę poświęcić w końcu na czytanie, które jest w przeciągu tygodnia postrzępione na pojedyncze godziny. Esej Tolkiena o baśniach, trochę Bettelheima i Widnokrąg.
A propos oszczędzania czasu - Sara, piszemy podręcznik ;]. Proponuję Jak skutecznie upłynnić godziny. Poradnik doskonałego dezorganizatora albo Time's money, czyli jestem goły i wesoły.
Aczkolwiek mam kilka nowych przykazań, powstałych na bazie obserwacji przebiegu dni poniedziałek - czwartek. Malwka inspired me, maybe I can inspired someone ; ).
1. Nie włączać komputera od rana. Oglądanie jakiegoś odcineczka do śniadania jest kuszące, ale dopóki nie jest on Teorią Wielkiego Podrywu, to rozciąga się w czasie na ok. 45 minut (dobrze, że Sherlocka już mam za sobą^^). A może potem zobaczę, czy nie ma nowego odcinka Wikingów albo sprawdzę skrzynkę? Btw - ciekawe, że można marnować czas nie mając konta na żadnym z portali społecznościowych. No dobra, mam Google+ i aż trzech znajomych w kręgach, ale prawie nie da się tego nie mieć, próbowałam ;]. Aaa, no i przy śniadanku można by przywrócić czytanie prasy, na którą wybitnie... nie ma czasu.
2. Robić angielski na poniedziałek (i niemiecki na wtorek!) w weekend, a na środę we wtorek. Inaczej przedpołudnie jest rozdrobnione pomiędzy dziką gramatyką, książką, ćwiczeniami, zakupami porannymi i cholera wie czym jeszcze. Przynajmniej jedna rzecz odpadnie.
3. Wyciszać telefon podczas pisania/czytania/uczenia się/wpisz własne i nie przypominać sobie "nagle", żeby wysłać komuś smska ;]. A tak przy okazji - pisać mniej smsów albo iść do Plusa i błagać o korzystniejszą taryfę^^.
4. Skupić się na jednej czynności. Niet to multitasking, żeby nie tracić rozpoczętego wątku.
5. Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj. W ogóle a propos problemu typu "pouczę się, ale najpierw posprzątam pokój albo poukładam ciuchy" - to jest jednostka chorobowa xD. Znalazłam kiedyś coś takiego Jednym z głównych problemów z jakim możesz się spotkać jest prokrastynacja , czyli skłonność do zajmowania się wszystkim, tylko nie tym, co właśnie powinieneś. Nie pozwalaj sobie na to.
6. Nie wystawać przed lustrem w poszukiwaniu niedoskonałości cery xD.
Na angielskim mieliśmy słuchanie pod tytułem "prawdy i mity". Wiedzieliście na przykład, że czytanie przy ciemnym świetle, nawet długotrwałe albo powtarzające się, nie powoduje uszkodzenia wzroku ani nie pogłębia wad już istniejących? Adam mi to potwierdził - oczy się męczą, czujemy dyskomfort, ale to mija. Jupi, to oznacza, że po okulary zgłoszę się dopiero po czterdziestce ;D.
Następnym faktem było to, że niektórzy ludzie rzeczywiście przyciągają te wspomniane już, jechane komary. A niektórzy wręcz je odpychają. Wszystko zależy podobno od jednostkowego składu potu i naturalnego zapachu ciała. Podobno jeszcze jedzenie na noc nie powoduje przybierania na wadze, ale nie sposób mi się z tym zgodzić (tested^^).
Przedstawię Wam przykłady zadań na certyfikat Advanced. Dobra, wiem, że robię go w przyszłym roku, ale cholera, i tak się tam nie widzę.
Find one word in English that matches each of the definitions in the set.
a) social meating / sweet fruit of a palm tree / to stop being fashionable -> date (randka/daktyl/zestarzeć się w sensie trendu)
b) angry / go from one side of something to the other / mixture of two different things combined to produce something new -> cross (wkurzony/przekraczać, przecinać/krzyżówka czegoś)
Pozdrawiam^^.
04. 04. 2014
17.23
Mjuzik do tej części
Sorry, to miała być jedna notka, ale rozwlekła się aż na trzy wpisy. Wczoraj wieczorem zdechłam dość szybko. Pisałam, a potem stwierdziłam, że nie będziecie chcieli tego czytać ; ).
Jeśli chodzi o mój plan na rano, to mission completed! Człowiek od razu inaczej się czuje w posprzątanym pokoju. Kurz nawracających myśli, makulatura zastałych przekonań, emocjonalne graty - wypierdalać.
Czas poukładać równe stosiki w łepetynie i dostroić struny, może ta wielka świecąca żarówa nie będzie taka straszna i pytania wydadzą się łatwiejsze...?
Chyba ostatnią sprawą na tą notkę będzie Andrzej Bobkowski. Wiecie, że to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam na tych studiach? On mi po prostu poddaje kompletnie inny sposób pojmowania świata, patrzenia na rzeczywistość, życia, myślenia... A przecież Szkice piórkiem były pisane w latach zdecydowanie mało wesołych! Są chwile, kiedy udaje mi się poczuć tak jak on, ostatnio kiedy wracałam tramwajem z anglika, przez okna wpadało jeszcze chłodne wieczorne słońce, słuchawki na uszach, okulary na nosie i pomarańcza. To trochę głupie, ale ta pomarańcza smakowała niesamowicie właśnie w tym otoczeniu, właśnie w tramwaju, w słońcu i z muzyką; wszystkie zmysły były czymś pochłonięte, a ona była niezbędnym elementem dla zmysłu smaku ; ). Drugi raz wczoraj, kiedy przyszłam do domu strasznie zmęczona. Wyszłam na balkon wychodzący na tą "wiejską" stronę i zapaliłam. I znowu zachód słońca, chłód. I tym razem względna cisza... Kochani, bosko. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że w takich warunkach papieros naprawdę smakuje : ). Cholera, fajnie miał Bobkowski, jeśli mógł cieszyć się tak przez większość czasu i sklejać sobie po prostu dobre życie, z takich małych przebłysków sensualnej radości.
Z drugiej strony kto wie, czy też bym tego nie umiała, gdybym przemierzała południe Francji rowerem, albo chociaż Alpy z plecakiem, a nie Łódź tramwajem numer sześć^^.
Jedna fajna myśl ze Szkiców:
Wszystko można znieść na tym świecie, jeżeli ma się choć jedno serce kochane i kochające. Złota myśl z gatunku "kołduny to dobra rzecz". Tak, tylko naprawdę dobre kołduny trudno znaleźć.
Ach, mam jeszcze jedną sprawę do Was - właśnie ogarniam nową muzyczkę, jeśli mogę Was prosić, to napiszcie mi jakichś fajnych wykonawców, posłuchałabym sobie : ).
W tym miejscu (ponieważ początek jest trochę z dupy) dziękuję WSZYSTKIM za miłe słowa dotyczące bloga i mojej pisaniny. Dziękuję, bardzo dziękuję ;*. Cieszę się, że Wam się podoba.
Wstawiam jedno foto, miało być wiosenno-prześmiewcze z czarnym kapeluszem, ale nie wyszło. Więc jest inne ; ).
Trzymajcie się ;*
*Cytaty z Mirona Białoszewskiego z cyklu Nowa wiosenna słabocha czyli wiersze antywiosenne.

Ja uwielbiam wiosnę! :D Wszystko się budzi do życia i aż chce się więcej czerpać z każdego dnia:)
OdpowiedzUsuńZapraszam na świeżusi pościk u mnie ;P
Ołłł...cóż za zmiany na blogu :) Ładnie, ładnie :)
OdpowiedzUsuńStwierdziłam, że musi być rudo, Malwino : ). Necessary!
OdpowiedzUsuń